Nic... tylko ciemność i okropny ból. Wokół mnie słyszałem wiele głosów, dziwny prąd przechodził przez moje ciało. Na nieszczęście to nie był jednak sen. Nagle ból pomału ustąpił... nic nie czułem kompletnie nic. Ciemność zamieniła się w jasne białe światło. Stałem jakby w korytarzy z jednej strony białe światło, a z drugiej czarny tunel... W, którą stronę mam iść??? Miałem wielką ochotę iść do białego korytarza jednak coś mnie ciągnęło do czarnego. Gdy szedłem w stronę czarnego czułem coraz mocniejszy ból... ale nie było już odwrotu.
Otwierałem pomału oczy. Co się wydarzyło??? Wszystko było zamazane dopiero po chwili obraz był wyraźny.
-O całe szczęście obudziłeś się Panie Black, proszę niech Pan to wypiję.-Pomfrey dała mi jakiś ohydny eliksir.
-Pani Pomfrey, ale... co się stało???-zapytałem ,,lekko'' zdezorientowany.
-Cóż do końca nie jestem pewna, po prostu Pańskie serce stanęło aż na 15 godzin. Myśleliśmy że Pan umarł ale nagle serce zaczęło bić, miał Pan wiele szczęścia.-Nagle do skrzydła wszedł Dambledore.
-Witam Regulusie, jak się czujesz?
-Nie najgorzej, e Panie Profesorze, a moi rodzice tu przyjadą?
-Napisaliśmy do nich o pańskim stanie zdrowia, ale niestety nie przyjadą mówili że są zajęci, Panie Black.-powiedział po czym zaczął odchodzić.
-No tak jak zawsze, nigdy nie mają czasu.-powiedziałem do siebie ale Dumbledore chyba to usłyszał. Nagle do skrzydła wpadł... mój brat.
-Hej Reg, jak się czujesz?
-Szczerze to okropnie. A tak właściwie to co się stało?
-Emm no nikt nic nie wie, tak po prostu... umarłeś na kilkanaście godzin.
-No super.-oczywiście mój brat długo tu nie posiedział bo zaraz wpadli ci idioci (czyt.reszta huncwotów) i go... zabrali.
Reszta dnia nie minęła na nudzie ponieważ prawie całe dominatorium ślizgonów byli u mnie.
życie Regulusa Blacka
wtorek, 15 kwietnia 2014
poniedziałek, 16 grudnia 2013
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Rozdział 4 Odwiedziny Brata
Ktoś do mnie podszedł i podniósł mnie z ziemi, zaczoł mnie prowadzić do dźwi i nagle...
-Panie Black proszę to wypić.-Pomfrej wcisneła mi do ust jakiś ochydny eliksir. Jestem tu tydzień praktycznie całymi dniami nie jestem sam bo Marcus cały czas tu jest ale ostatnio Pomfrej go wywaliła o... ale ochydny ten eliksir.
-Ble... ochyda.
-Ochyda,ochyda ale pomoże, a Panie Black ma pan gościa.-Pomfrej odemnie odeszła a ku mojemu zdziwieniu odwiedził mnie Syriusz.
-Co ty tu robisz?
-Przyszłem zobaczyć jak się czujesz.
-Mówi się przyszedłem a nie przyszłem.
-Ty nawet ze złamanymi żebrami jesteś denerwujący... jak się czujesz?
-Jak by mnie smoki staranowały.
-Wiesz... Maccarter nie należy do najchudszych ludzi.
Zaśmiałem się, miał racje Maccarter był...no...gruby.
-Łapa, no choć!-Potter jak zawsze wszystko psuje.
-Dobra ja lecę, trzymaj się.
-Czejść.-Przeklęty Potter wszystko zepsuł, no ale i tak dobrze że Syriusz mnie odwiedził.
-Panie Black proszę to wypić.-Pomfrej wcisneła mi do ust jakiś ochydny eliksir. Jestem tu tydzień praktycznie całymi dniami nie jestem sam bo Marcus cały czas tu jest ale ostatnio Pomfrej go wywaliła o... ale ochydny ten eliksir.
-Ble... ochyda.
-Ochyda,ochyda ale pomoże, a Panie Black ma pan gościa.-Pomfrej odemnie odeszła a ku mojemu zdziwieniu odwiedził mnie Syriusz.
-Co ty tu robisz?
-Przyszłem zobaczyć jak się czujesz.
-Mówi się przyszedłem a nie przyszłem.
-Ty nawet ze złamanymi żebrami jesteś denerwujący... jak się czujesz?
-Jak by mnie smoki staranowały.
-Wiesz... Maccarter nie należy do najchudszych ludzi.
Zaśmiałem się, miał racje Maccarter był...no...gruby.
-Łapa, no choć!-Potter jak zawsze wszystko psuje.
-Dobra ja lecę, trzymaj się.
-Czejść.-Przeklęty Potter wszystko zepsuł, no ale i tak dobrze że Syriusz mnie odwiedził.
niedziela, 8 grudnia 2013
rozdział 3 skrzydło szpitalne
Pali się wszystko płonie, co się dzieje!?
Komnata jestem sam na przeciwko mnie jakaś postać podnosi rużczkę chce sięgnąć po swoją nie ma jej!? Patrze na postać zakaptużona postać celuje we mnie rużczką nagle wszystko płonie... postać krzyczy : Avada...
-Black!!! Wstawaj spuźnimy się na śniadanie!!!
Otworzyłem oczy zobaczyłem Marcusa wybiegającego z pokoju.
To był sen? Ale jaki realny, może to przez te halucynki ale Marcus też brał a jest spokojny. Dobra Regulus uspokuj się to tylko sen. Wstałem z łuszka byłem cały z zimnym pocie nie dziwota w śnie ktoś chciał mnie zabić. Ubrałem się i wyszedłem na korytaż kierując się w strone wielkiej sali. Oczywiście musiałem spotkać po drodze tych przeklętych chłopaków z gryffindoru są na 7 roku.
-No proszę Black dawno my się niewidzieliśmy.
-Popracował bym nad twoją wymową Mccarter nie mówi się my się.
-Nie pyskuj mi gówniażu!!!-krzykną Mccarter i przygwoździł mnie do ściany, no super nikogo nie było a ja nie mogłem sięgnąć po rużczkę a w dodatku on był silniejszy.
-Zaraz pożałujesz przeklęty ślizgonie!-walną mnie prosto w twarz i żucił na ziemie po czym zaczoł kopać w żebra. Poczułem okropny ból po 20 minutach kopania mnie Mccarter odszedł i mnie zostawił w kałuży krwi.
Ból był nie do zniesienia chyba połamał mi żebra nikogo nie było kto by mi pomógł. Nagle ktoś do mnie podszedł i pomógł mi wstać po czym zaczą prowadzić do... chyba skrzydła szpitalnego.
-Regulus ty to zawsze zakrwawiony chodzisz.
-Normalnie... z... nieba...mi...spadłeś... Rudolf.-wydukałem po czym ciemno zrobiło mi się przed oczami.
Avada Kedavra!
Upadłem na podłoge wszystko mnie bolało. Nie żyje!? Umarłem!? Ktoś podszedł do mojego ciała i...
Otworzyłem oczy kolejny sen a, jestem w skrzydle szpitalnym. Ała wszystko mnie boli niedaleko mojego łuszka stał Dambldor, MacGonagali, Slaghtor i Pomfrej usłyszałem ich rozmowe.
-Chłopak ma połamane żebra, nie będzie mógł chodzić przez 2 miesiące.-super Pomfrej podniosła mnie na duchu.
-Czym on zawinił, przeciesz nic nie zrobił nigdy się w nic nie mieszał, Regulus zawsze trzymał się zdaleka od kłopotów czemu on mu to zrobił.-Mówił Prowesor Slaghorn.
-Zwarjuje z tym Mccarterem co za uczeń... wstyd że dostał się do Gryffindoru.-MacGonagali była nieźle wsciekła.
-Cóż Maccarter zostanie zawieszony w prawach ucznia a z Drektorem Praw Ucznia pomówie bo możliwe że Maccarter może być wydalony ze szkoły mógł zabić Regulusa.-Dambldor w jego głosie było słychać jednocześnie smutek jak i złość.
-O obudziłeś się!-Pomfrej od razu do mnie podbiegła-masz wypij to.
Ochyda te eliksiry wypiłem i odrazu zasnołem.
Komnata jestem sam na przeciwko mnie jakaś postać podnosi rużczkę chce sięgnąć po swoją nie ma jej!? Patrze na postać zakaptużona postać celuje we mnie rużczką nagle wszystko płonie... postać krzyczy : Avada...
-Black!!! Wstawaj spuźnimy się na śniadanie!!!
Otworzyłem oczy zobaczyłem Marcusa wybiegającego z pokoju.
To był sen? Ale jaki realny, może to przez te halucynki ale Marcus też brał a jest spokojny. Dobra Regulus uspokuj się to tylko sen. Wstałem z łuszka byłem cały z zimnym pocie nie dziwota w śnie ktoś chciał mnie zabić. Ubrałem się i wyszedłem na korytaż kierując się w strone wielkiej sali. Oczywiście musiałem spotkać po drodze tych przeklętych chłopaków z gryffindoru są na 7 roku.
-No proszę Black dawno my się niewidzieliśmy.
-Popracował bym nad twoją wymową Mccarter nie mówi się my się.
-Nie pyskuj mi gówniażu!!!-krzykną Mccarter i przygwoździł mnie do ściany, no super nikogo nie było a ja nie mogłem sięgnąć po rużczkę a w dodatku on był silniejszy.
-Zaraz pożałujesz przeklęty ślizgonie!-walną mnie prosto w twarz i żucił na ziemie po czym zaczoł kopać w żebra. Poczułem okropny ból po 20 minutach kopania mnie Mccarter odszedł i mnie zostawił w kałuży krwi.
Ból był nie do zniesienia chyba połamał mi żebra nikogo nie było kto by mi pomógł. Nagle ktoś do mnie podszedł i pomógł mi wstać po czym zaczą prowadzić do... chyba skrzydła szpitalnego.
-Regulus ty to zawsze zakrwawiony chodzisz.
-Normalnie... z... nieba...mi...spadłeś... Rudolf.-wydukałem po czym ciemno zrobiło mi się przed oczami.
Avada Kedavra!
Upadłem na podłoge wszystko mnie bolało. Nie żyje!? Umarłem!? Ktoś podszedł do mojego ciała i...
Otworzyłem oczy kolejny sen a, jestem w skrzydle szpitalnym. Ała wszystko mnie boli niedaleko mojego łuszka stał Dambldor, MacGonagali, Slaghtor i Pomfrej usłyszałem ich rozmowe.
-Chłopak ma połamane żebra, nie będzie mógł chodzić przez 2 miesiące.-super Pomfrej podniosła mnie na duchu.
-Czym on zawinił, przeciesz nic nie zrobił nigdy się w nic nie mieszał, Regulus zawsze trzymał się zdaleka od kłopotów czemu on mu to zrobił.-Mówił Prowesor Slaghorn.
-Zwarjuje z tym Mccarterem co za uczeń... wstyd że dostał się do Gryffindoru.-MacGonagali była nieźle wsciekła.
-Cóż Maccarter zostanie zawieszony w prawach ucznia a z Drektorem Praw Ucznia pomówie bo możliwe że Maccarter może być wydalony ze szkoły mógł zabić Regulusa.-Dambldor w jego głosie było słychać jednocześnie smutek jak i złość.
-O obudziłeś się!-Pomfrej od razu do mnie podbiegła-masz wypij to.
Ochyda te eliksiry wypiłem i odrazu zasnołem.
niedziela, 1 grudnia 2013
Rozdział 2 nie jaraj
Hogwart, no nareście. Ta mała już poszła a ja z Marcusem poszliśmy w stronę powozów. Wsiedliśmy, a ja od razu wyjołem fajkę i zapaliłem.
-Kurwa, Black nie jaraj.
-Czemu?
-Bo mam coś lepszego od fajek.-powiedział i wyjął biały proszek.
-O ja pier... cholera zara będziemy daj trochę.
Wciągneliśmy jedną kreche i już byliśmy przy szkole.
kilka godz puźniej
-No nareszcie mój drugi dom-powiedział Marcus i żucił się na łuszko-ale kurwa czemu tu tak wszystko się kręci... na... różowo.
-Chyba za dużo jedna wciągneliśmy- odpowiedziałem omal nie przewracając się i żuciłem się na łuszko.
-Nie wiem jak ty ale ja się kimne.
-Ja też.
Nauczka, nie brać przed szkołą halucynek.
-Kurwa, Black nie jaraj.
-Czemu?
-Bo mam coś lepszego od fajek.-powiedział i wyjął biały proszek.
-O ja pier... cholera zara będziemy daj trochę.
Wciągneliśmy jedną kreche i już byliśmy przy szkole.
kilka godz puźniej
-No nareszcie mój drugi dom-powiedział Marcus i żucił się na łuszko-ale kurwa czemu tu tak wszystko się kręci... na... różowo.
-Chyba za dużo jedna wciągneliśmy- odpowiedziałem omal nie przewracając się i żuciłem się na łuszko.
-Nie wiem jak ty ale ja się kimne.
-Ja też.
Nauczka, nie brać przed szkołą halucynek.
wtorek, 12 listopada 2013
Postacie
Rozdział 1 Oxwort
Siedziałem na walizkach czekając na pociąg. Pożegnałem się już dawno z rodzicami. Jechałem właśnie na 3 rok nauki w Hogwrcie, mój ,,Kochany braciszek'' Syriusz jedzie na 5 rok. Zdrajca, dostał się do Gryffindoru. No wkońcu pociąg. Na szczęście znalazłem pusty przedział położyłem walizki na pułce i usiadłem. Do mojego przedziału wparował mój naj lepszy przyjaciel- Avery.
-Hej Regulus.
-Czejść Marcus.
-Boże szukałem cię!!! Znalazłem Malfoya jak zawsze siedział z Narcyzą puźniej Rudolfa który obściskiwał się Bellatrix, Rokwooda który jak zawszę podrywał dziewczyny.
-Marcus?
-No?
-Musimy znaleść sobie dziewczyne,
-Ech. Black, wiem to ale...
-Wiem jeszcze nie ma takiej która się nam podobała z wyglądu i charakteru.
-No.
Gadaliśmy ze sobą długo ale nagle do naszego przedziału weszła dziewczynka.
-Przepraszam, czy tu jest wolne?-spytała nieśmiało.
-Pewnie, siadaj.-opowiedziałem.
Było widać że idzie na pierszy rok, strasznie nieśmiałe to. dziecko. Avery wkońcu się odezwał.
-Idziesz na 1 rok/
-T...tak.
-Nie denerwuj się w szkole nie jest tak źle-powiedziałem-Jak się nazywasz?
-Cindy Oxwort.
-Ja jestem Marcus Avery.
-A ja Regulus Black.
-Tata opowiadał mi o rodzie Blacków.
-Do jakiego domu chcesz trafić?-spytał Marcus.
-Do Slytherinu.
-My tez jesteśmy w Slytherinie, nie martw się u nas jest mase fajnych ludzi napewno cię polubią.-powiedziałem.
Rozmawialismy ze sobą do reszty podróży ta mała jest spoko.
-Hej Regulus.
-Czejść Marcus.
-Boże szukałem cię!!! Znalazłem Malfoya jak zawsze siedział z Narcyzą puźniej Rudolfa który obściskiwał się Bellatrix, Rokwooda który jak zawszę podrywał dziewczyny.
-Marcus?
-No?
-Musimy znaleść sobie dziewczyne,
-Ech. Black, wiem to ale...
-Wiem jeszcze nie ma takiej która się nam podobała z wyglądu i charakteru.
-No.
Gadaliśmy ze sobą długo ale nagle do naszego przedziału weszła dziewczynka.
-Przepraszam, czy tu jest wolne?-spytała nieśmiało.
-Pewnie, siadaj.-opowiedziałem.
Było widać że idzie na pierszy rok, strasznie nieśmiałe to. dziecko. Avery wkońcu się odezwał.
-Idziesz na 1 rok/
-T...tak.
-Nie denerwuj się w szkole nie jest tak źle-powiedziałem-Jak się nazywasz?
-Cindy Oxwort.
-Ja jestem Marcus Avery.
-A ja Regulus Black.
-Tata opowiadał mi o rodzie Blacków.
-Do jakiego domu chcesz trafić?-spytał Marcus.
-Do Slytherinu.
-My tez jesteśmy w Slytherinie, nie martw się u nas jest mase fajnych ludzi napewno cię polubią.-powiedziałem.
Rozmawialismy ze sobą do reszty podróży ta mała jest spoko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)