poniedziałek, 16 grudnia 2013

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 4 Odwiedziny Brata

Ktoś do mnie podszedł i podniósł mnie z ziemi, zaczoł mnie prowadzić do dźwi i nagle...
-Panie Black proszę to wypić.-Pomfrej wcisneła mi do ust jakiś ochydny eliksir. Jestem tu tydzień praktycznie całymi dniami nie jestem sam bo Marcus cały czas tu jest ale ostatnio Pomfrej go wywaliła o... ale ochydny ten eliksir.
-Ble... ochyda.
-Ochyda,ochyda ale pomoże, a Panie Black ma pan gościa.-Pomfrej odemnie odeszła a ku mojemu zdziwieniu odwiedził mnie Syriusz.
-Co ty tu robisz?
-Przyszłem zobaczyć jak się czujesz.
-Mówi się przyszedłem a nie przyszłem.
-Ty nawet ze złamanymi żebrami jesteś denerwujący... jak się czujesz?
-Jak by mnie smoki staranowały.
-Wiesz... Maccarter nie należy do najchudszych ludzi.
Zaśmiałem się, miał racje Maccarter był...no...gruby.
-Łapa, no choć!-Potter jak zawsze wszystko psuje.
-Dobra ja lecę, trzymaj się.
-Czejść.-Przeklęty Potter wszystko zepsuł, no ale i tak dobrze że Syriusz mnie odwiedził.

niedziela, 8 grudnia 2013

rozdział 3 skrzydło szpitalne

Pali się wszystko płonie, co się dzieje!? 
Komnata jestem  sam na przeciwko mnie jakaś postać podnosi rużczkę chce sięgnąć po swoją nie ma jej!? Patrze na postać zakaptużona postać celuje we mnie rużczką nagle wszystko płonie... postać krzyczy : Avada...
-Black!!! Wstawaj spuźnimy się na śniadanie!!!
Otworzyłem oczy zobaczyłem Marcusa wybiegającego z pokoju.
To był sen? Ale jaki realny, może to przez te halucynki ale Marcus też brał a jest spokojny. Dobra Regulus uspokuj się to tylko sen. Wstałem z łuszka byłem  cały z zimnym pocie nie dziwota w śnie ktoś chciał mnie zabić. Ubrałem się i wyszedłem na korytaż kierując się w strone wielkiej sali. Oczywiście musiałem spotkać po drodze tych przeklętych chłopaków z gryffindoru są na 7 roku.
-No proszę Black dawno my się niewidzieliśmy.
-Popracował bym nad twoją wymową Mccarter nie mówi się my się.
-Nie pyskuj mi gówniażu!!!-krzykną Mccarter i przygwoździł mnie do ściany, no super nikogo nie było a ja nie mogłem sięgnąć po rużczkę a w dodatku on był silniejszy.
-Zaraz pożałujesz przeklęty ślizgonie!-walną mnie prosto w twarz i żucił na ziemie po czym zaczoł kopać w żebra. Poczułem okropny ból po 20 minutach kopania mnie Mccarter odszedł i mnie zostawił w kałuży krwi.
Ból był nie do zniesienia chyba połamał mi żebra nikogo nie było kto by mi pomógł. Nagle ktoś do mnie podszedł i pomógł mi wstać po czym zaczą prowadzić do... chyba skrzydła szpitalnego.
-Regulus ty to zawsze zakrwawiony chodzisz.
-Normalnie... z... nieba...mi...spadłeś... Rudolf.-wydukałem po czym ciemno zrobiło mi się przed oczami.

Avada Kedavra!
Upadłem na podłoge wszystko mnie bolało. Nie żyje!? Umarłem!? Ktoś podszedł do mojego ciała i...
Otworzyłem oczy kolejny sen a, jestem w skrzydle szpitalnym. Ała wszystko mnie boli niedaleko mojego łuszka stał Dambldor, MacGonagali, Slaghtor i Pomfrej usłyszałem ich rozmowe.
-Chłopak ma połamane żebra, nie będzie mógł chodzić przez 2 miesiące.-super Pomfrej podniosła mnie na duchu.
-Czym on zawinił, przeciesz nic nie zrobił nigdy się w nic nie mieszał, Regulus zawsze trzymał się zdaleka od kłopotów czemu on mu to zrobił.-Mówił Prowesor Slaghorn.
-Zwarjuje z  tym Mccarterem co za uczeń... wstyd że dostał się do Gryffindoru.-MacGonagali była nieźle wsciekła.
-Cóż Maccarter zostanie zawieszony w prawach ucznia a z Drektorem Praw Ucznia pomówie bo możliwe że Maccarter może być wydalony ze szkoły mógł zabić Regulusa.-Dambldor w jego głosie było słychać jednocześnie smutek jak i złość.
-O obudziłeś się!-Pomfrej od razu do mnie podbiegła-masz wypij to.
Ochyda te eliksiry wypiłem i odrazu zasnołem.

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 2 nie jaraj

Hogwart, no nareście. Ta mała już poszła a ja z Marcusem poszliśmy w stronę powozów. Wsiedliśmy, a ja od razu wyjołem fajkę i zapaliłem.
-Kurwa, Black nie jaraj.
-Czemu?
-Bo mam coś lepszego od fajek.-powiedział i wyjął biały proszek.
-O ja pier... cholera zara będziemy daj trochę.
Wciągneliśmy jedną kreche i już byliśmy przy szkole.

                                                              kilka godz puźniej

-No nareszcie mój drugi dom-powiedział Marcus i żucił się na łuszko-ale kurwa czemu tu tak wszystko się kręci... na... różowo.
-Chyba za dużo jedna wciągneliśmy- odpowiedziałem omal nie przewracając się i żuciłem się na łuszko.
-Nie wiem jak ty ale ja się kimne.
-Ja też.
Nauczka, nie brać przed szkołą halucynek.